Sekrety poliglotów
Udostępnień

[SP 002] Talent a nauka języków

Udostępnień

W drugim odcinku podcastu rozmawiamy o tym, czy do nauki języków obcych potrzebny jest talent.

Posłuchaj podcastu tutaj:

Z podcastu dowiesz się:

  • Jak zdefiniować talent i czy ma znaczenie w uczeniu się nowych umiejętności
  • Ile czasu potrzeba, by opanować daną umiejętność
  • Jakie sa 4 najważniejsze przyczyny porażki w nauce języków obcych
  • Jak wyglądał darmowy kurs hiszpańskiego i czego jego uczestnicy nauczyli się w dwa dni
  • Do czego potrzebne były karteczki ze słówkami

Książki wspomniane w podcaście:

Daniel Coyle, “Kod talentu. Jak zostać geniuszem?”

Malcolm Gladwell, “Poza schematem. Sekrety ludzi sukcesu” (tytuł oryginalny: “Outliers. The Story of Success”)

Linki do stron i materiałów, o których mówię w podcaście:

Polub nasz fanpage:

Transkrypcja podcastu:

Witam was wszystkich bardzo serdecznie. Dzisiaj porozmawiamy o talencie. Czy talent jest niezbędny, aby nauczyć się jednego, dwóch, trzech albo dwudziestu języków? Bardzo często jest to jedna z wymówek, którą ludzie wykorzystują po to, żeby usprawiedliwić swoje niepowodzenia.

Co zainspirowało mnie do tego, aby porozmawiać o talencie?

Pod jednym z postów, którym promowaliśmy książkę „Jak uczyć się języków” napisaną przeze mnie razem z Lucą Lampariello – poliglotą, który mówi w 12 językach, o czym mogliście przekonać się, śledząc np. jego kanał na youtube – jedna z osób napisała krótki komentarz, że te metody, o jakich mówimy, nie sprawdzą się w przypadku większości osób. Nie sprawdzą się, bo te osoby po prostu nie mają talentu do nauki. Gdy zaczęliśmy wymieniać się opiniami z tą osobą, ta napisała (odniosłem wrażenie, że była nauczycielką, prawdopodobnie pracowała wiele lat w szkole), że to, o czym mówi jest poparte jej doświadczeniami pracy z uczniami. Dodała, że bardzo dużo ludzi nie ma po prostu talentu do nauki i się języka nie nauczy.

Czym jest talent?

Czy jest to prawda? To ważne pytanie. Chciałbym zacząć od tego, czym tak naprawdę jest talent. Co rozumiemy przez „talent”? I myślę, że są tutaj dwie definicje, które możemy przyjąć.

Pierwsza definicja zakłada, że talent to umiejętność, którą przenosimy w genach i możemy odziedziczyć po naszych rodzicach, dziadkach itd. Oczywiście bardzo często zdarza się, że członkowie jakiejś rodziny mają np. zdolności muzyczne czy zdolności w innej dziedzinie. Jak jednak wspomniałem w poprzednim odcinku, sam jestem najlepszym dowodem na to, że to nie geny decydują o tym, czy ktoś jest w stanie nauczyć się języka, czy też nie. Gdy patrzę na moją rodzinę, nie widzę żadnego geniusza czy kogokolwiek specjalnie utalentowanego. Myślę, że większość osób [w mojej rodzinie] uczy się języków lepiej lub gorzej, ale nie wychodzą poza normę. Kilka osób mówi w języku angielskim, większość (ze starszego pokolenia) uczyła się może języka rosyjskiego. Ale nic więcej. Nie było też nikogo, kto bardzo szybko opanowałby chociaż jeden język. Wręcz przeciwnie: jedyną osobą, która za taką się uważała, był mój dziadek, który twierdził, że mówi świetnie w języku rosyjskim, ale tak naprawdę mówił po polsku i jedynie czasami „zaciągał” po rosyjsku, żeby brzmieć jak Rosjanie. To oczywiście wyłącznie anegdotka, nie było bowiem nikogo, kto znałby ten język. Podsumowując: mało prawdopodobne jest, by te zdolności były odziedziczone przeze mnie w genach. Nie było takiej sytuacji, że ktoś lepiej uczył się języków niż inni i te zdolności były przekazywane z pokolenia na pokolenie. Było raczej zupełnie normalnie, jak w większości przypadków, u większości ludzi.

Znani poligloci nie otrzymali specjalnego daru

Nie możemy powiedzieć, że geny są decydujące. Jeśli przyjrzymy się życiorysom poliglotów, również zauważymy, że oni także nie mieli jakiegoś specjalnego daru, który odziedziczyliby po swoich rodzicach czy dziadkach.

[Druga definicja]. Z drugiej strony można powiedzieć, że talent to jakaś Iskra Boża czy coś otrzymywanego przypadkowo od natury, w momencie, kiedy się rodzimy. A więc talent nie zależałby od tego, w jakiej rodzinie się pojawiamy, i mógłby się objawić niezależnie od tego. Moglibyśmy więc mieć zdolności, których nie mają ludzie wokół nas. W zależności od tego, w co wierzymy, można by powiedzieć, że jest to zrządzenie losu, dar od Boga lub po prostu przypadek, który miałby o tym zadecydować. Tu również dobrze jest spojrzeć na innych ludzi i na to, co mówią. Gdybyśmy naprawdę zastanowili się o tym, według czego oceniamy, że ktoś ma talent, bardzo często przekonamy się, że się srogo pomyliliśmy. Uważaliśmy, że ktoś jest utalentowany, bo osiąga sukcesy, ale nie dostrzegamy tej olbrzymiej pracy, jaką wykonał. Doskonale widać to w sporcie, np. u portugalskiego piłkarza Cristiano Ronaldo. Jest znany ze swoich osiągnięć, ale on zawsze powtarza, że talent niepoparty ciężką pracą, nie ma żadnej wartości. W naszym przypadku również zaakcentowałbym bardziej ciężką pracę niż sam talent. A zatem: jeżeli mamy talent, nic to nie znaczy, jeśli nie będziemy ciężko pracować. Sport jest tylko jedną z dziedzin, w której widać rzeczywistą rolę talentu. Często widzimy ludzi, którzy trenowali jakiś sport: piłkę nożną, koszykówkę itd. Osoby te wspominają, że ludzie, którzy jako młodzi piłkarze czy koszykarze wydawali się najbardziej utalentowani, tak naprawdę nie zawsze osiągali sukces. Czasami ci, którzy pozornie byli pozbawieni talentu, osiągali sukces dzięki swojej ciężkiej pracy i zaangażowaniu (w przeciwieństwie do tych uważanych za „utalentowanych”).

Tworzenie to wykorzystywanie naszych zdobyczy

Kolejna rzecz, nad którą można by się zastanowić, jest kwestia, czy talent wiąże się z jakąś inspiracją czy natchnieniem. Mamy na przykład świetnych pisarzy, którzy piszą doskonałe książki i czasami mówi się o nich, że są bardzo utalentowani. W ich przypadku nie liczy się jednak sama „wrodzona” umiejętność pisania, bo ta w rzeczywistości jest wypadkową wszystkich lektur, które przeczytali. Jeśli zastanowicie się dobrze i przyjrzycie się największym pisarzom, dostrzeżecie, że w większości są to ludzie, którzy bardzo dużo czytają. Można powiedzieć, że jeśli mamy ten „input”, tj. informacje, które wchodzą do naszego umysłu, i „output” – a więc coś, co sami „produkujemy” czy tworzymy, to do tego, aby być dobrym pisarzem, potrzeba właśnie dużo „input-u”, czyli materiału, który będziemy analizować i z którego nasze własne książki będą wypływać. Jest to bardzo ważna wskazówka dla kogoś, kto marzy, by napisać książkę. Pokazuje bowiem, w jaki sposób to zrobić, od czego zacząć. Należy zacząć od czytania książek. Jeśli chcemy coś zrobić, najpierw powinniśmy przyjąć pewne informacje, aby móc coś z siebie dać. Tak samo jest w nauce języków obcych. Najpierw musimy zdobyć np. słownictwo, to bardziej pasywne, czyli należy słuchać, a dopiero w dalszej kolejności zacząć mówić. Nasza własna produkcja jest zawsze tylko procentem tego, co wcześniej przyjęliśmy. A więc bardzo ważne jest, by mieć jak najwięcej kontaktu z tą dziedziną, którą pragniemy się zainteresować.

Nowe idee to twórcze połączenie starych

Bardzo często ów „talent” do kreatywności czy pomysłowości – gdy mówimy o natchnieniu – nie wynika z zupełnego przypadku czy jednorazowej inspiracji. Bardzo dużo pomysłów i idei bierze się stąd, że są one połączeniem jakichś innych pomysłów czy idei. Weźmy na przykład Edisona i jego żarówkę. Pomysł na żarówkę narodził się z idei połączenia z jednej strony lampy, a z drugiej – elektryczności. Edison zastanawiał się, jak sprawić, żeby lampa mogła być zasilana elektrycznością, i to było punktem wyjścia do jego eksperymentów. Doprowadziło to do rozwiązania, które pozwoliło mu stworzyć żarówkę.

Podobnie było z Isaakiem Newtonem. Gdy spadło mu na głowę jabłko, stanowiło to punkt wyjścia do połączenia pewnych idei. Z jednej strony było spadające jabłko z drugiej jego pomysły dotyczące zgłębienia praw fizyki. I z tych dwóch rzeczy zrodziła się cała jego teoria.

Gdy spojrzymy chociażby na nasze smartfony, zauważymy, że są połączeniem telefonu i komputera. A więc istniały dwie oddzielne idee, które ktoś w pewnym momencie zdecydował się połączyć. Czyli jest to nie tyle talent, co umiejętność, którą możemy nabyć w praktyce.

Kod talentu

Mówiliśmy o kilku ideach, które są powiązane z talentem. Chciałbym teraz wspomnieć o bardzo ciekawej książce, która bardzo dobrze rozjaśnia ten temat. Jej autorem jest Daniel Coyle, a tytuł w języku polskim to „Kod Talentu – Jak zostać geniuszem”. Autor stara się analizować przypadki największych geniuszy czy osób, które osiągnęły najwięcej w swojej dziedzinie, i sprawdzić, czy rzeczywiście za ich sukcesami stoi talent; pozostaje przy tym założeniu, że talent to coś, co pozwala odnieść sukces dużo łatwiej czy niemalże za darmo. Czyli: jesteśmy uzdolnieni, mamy jakieś wrodzone dyspozycje, więc pewne rzeczy jest nam łatwiej osiągnąć.

Daniel Coyle zauważa kilka prawidłowości w przypadku osób uważanych za geniuszy lub takich, którzy cieszyli się opinią najbardziej utalentowanych. O dwóch czynnikach chciałbym tu opowiedzieć, ponieważ wiążą się bardzo silnie z nauką języków obcych.

Ważne jest ćwiczenie

Pierwsza to ćwiczenie. Daniel Coyle zauważył, że ci wielcy geniusze bardzo wiele godzin poświęcali na ćwiczenie, doskonalenie swoich umiejętności. Autor daje też bardzo ciekawe porównanie: gdy skonstruowano samoloty, piloci mieli bardzo duże problemy z [odpowiednim] reagowaniem na trudne warunki. Na przykład w czasie burzy lub w zetknięciu z innymi kłopotami bardzo często podejmowali złe decyzje. W rezultacie samoloty się rozbijały. W jaki sposób temu zaradzono? Stworzono symulatory lotu. Jak dobrze wiemy, było to urządzenie, które pozwalało wyćwiczyć pewne umiejętności postępowania w takich krytycznych i trudnych sytuacjach. Wcześniej piloci nie mogli tego przećwiczyć. Mogli oczywiście zautomatyzować pewne umiejętności, powiedzmy prowadzenia samolotów w powietrzu, skręcania czy lądowania (co powtarzali często), ale w jaki sposób reagować w czasie burzy? Jak podejmować bardzo szybko decyzję? Tego jak dotąd nie potrafili dobrze zrobić. Symulator lotu pozwalał więc ćwiczyć im te umiejętności w nietypowych, trudnych warunkach. Odkąd tylko go wprowadzono, liczba katastrof lotniczych znacznie spadła. To ćwiczenie, o którym Daniel Coyle bardzo często wspomina, okazało się niezwykle ważne, aby w mózgu zaczęły działać mechanizmy, pozwalające utrwalać pewne automatyzmy.

Zauważmy, że wielcy pianiści i kompozytorzy już od małego dziecka spędzali praktycznie cały dzień grając na fortepianie czy na skrzypcach itd. Powtarzalność ćwiczeń okazała się więc bardzo ważna.

A więc to nie talent decyduje o naszym sukcesie, ale ćwiczenie.

Wytrwałość

Kolejną bardzo istotną rzeczą jest wytrwałość w ćwiczeniu. Gdy cały czas powtarzamy pewne czynności, osiągniemy sukces, jeśli się nie poddamy. Osiągniemy sukces, jeśli będziemy w stanie codziennie motywować się do wykonywania tych ćwiczeń. Co ważne, bardzo często dużo łatwiej jest motywować się czy być wytrwałymi ludziom, którzy mają trudną przeszłość. Jeśli spojrzymy na piłkarzy, o których wspominałem, jak Cristiano Ronaldo, którego samotnie wychowywała matka i miał bardzo trudne dzieciństwo… podobnie nasi najlepsi piłkarz z Polski – Robert Lewandowski czy Kuba Błaszczykowski, których dobrze znamy, również nie mieli łatwo. To pozwoliło im zwiększyć zaangażowanie, ćwiczyć, trenować swoje umiejętności. I gdy spojrzymy na życie tych najbardziej popularnych i odnoszących największe sukcesy piłkarzy, dostrzeżemy, że to życie bardzo często jest podporządkowane temu, aby odnieść sukces w piłce nożnej, tj. dziedzinie, która jest dla nich ważna.

Potrzebujesz 10 tys. godzin, aby zostać ekspertem

Ćwiczenia i wytrwałość. Jeśli chodzi o ćwiczenia, można zapytać, jak długo trzeba ćwiczyć? Bardzo wielu odnosi się tu do książki, jaka ukazała się w 2007 r., w której Malcom Gladwell przeanalizował odniesiony przez ludzi sukcesy w różnych dziedzinach. W rezultacie autor doszedł do wniosku, że do odniesienia sukcesu potrzeba 10 tyś. godzin. Tytuł książki to „Outliers. The Story of Success”. Ale co oznacza te 10 tyś. godzin? Jak możemy się domyśleć, jest to bardzo dużo. Chodzi o ilość ćwiczeń, potrzebną do tego, aby osiągnąć poziom eksperta. Sam Gladwell mówił, idzie tu o wejście na szczyt w jakiejś dziedzinie. Czasami ludziom wydaje się, że 10 tyś. godzin to czas niezbędny, aby w ogóle czegoś się nauczyć. Jest to nieprawdą. 10 tyś. godzin przekłada się na osiągnięcie poziomu eksperta. Tak jest też w przypadku języków obcych, gdy mowa o osiągnięciu pełnej biegłości, takiej samej, jaką mają native speakerzy.

Gdy wyliczymy sobie ilość czasu, którą np. dziecko spędza na kontakcie z językiem każdego dnia, rzeczywiście okaże się, że w wieku 6-7 lat zaczyna już osiągać pełną biegłość – mniej więcej po tych 10 tyś. godzin, które spędziło na aktywnym ćwiczeniu języka oraz na słuchaniu. Jest to naprawdę bardzo dużo. Z tego samego powodu bardzo trudno jest nam osiągnąć taką biegłość, jaką mają ludzie, którzy są otoczeni językiem 24 godziny na dobę. Ale 10 tyś. to właśnie poziom eksperta.

Czy na pewno potrzeba aż tyle?

W bardzo ciekawym wykładzie, którzy został opublikowany na stronie Ted.com, wystąpił Josh Kaufman, który był zainspirowany nieco tym, o czym pisał Gladwell, a z drugiej strony był zaintrygowany odpowiedzią na pytanie, czy rzeczywiście te 10 tyś. godzin jest niezbędne. Ja sam wspominał, działa to trochę jak głuchy telefon: Malcolm Gladwell powiedział, że 10 tyś. godzin jest konieczne do tego, by osiągnąć sukces i wejść na szczyt w jakiejś dziedzinie, a ludzie zaczęli mówić, że 10 tyś. godzin jest potrzebny, aby móc nauczyć się czegokolwiek, nawet na jakimś mniejszym poziomie.

20 godzin skupionej i przemyślanej praktyki może Ci dać bardzo wiele

Josh Kaufman postanowił sprawdzić, jak ta teoria sprawdza się w praktyce. Bardzo dużo czytał, bardzo dużo dowiadywał się o tym, jak skutecznie uczyć się różnych umiejętności. Doszedł do wniosku, że do tego, aby czegoś się nauczyć, potrzebne jest 20 godzin, ale takiej skupionej i przemyślanej praktyki. Oznacza to, że jeśli poświęcimy się całkowicie w ciągu tych 20 godzin, aby wyćwiczyć pewną umiejętność i robimy to w mądry sposób. Jeśli robimy to nieprzypadkowo, a więc nie szukając jakichś dziwnych rozwiązań, wówczas jesteśmy w stanie nauczyć się czegoś może nie na poziomie eksperta, ale przynajmniej na takiej, w której możemy już tę umiejętność stosować.

Kaufman zaprezentował w swoim wykładzie np. to, jak nauczył się grać na ukulele. Również w oparciu o moją praktykę i doświadczenia mogę powiedzieć, że rzeczywiście te 20 godzin, o ile oczywiście uczymy się w odpowiedni sposób, powinno nam wystarczyć także do tego, aby zacząć mówić w obcym języku.

Przyczyny porażek

Dlaczego w takim razie ludzie ponoszą porażkę? Powiedzieliśmy już, że „brak talentu” to wymówka. Mówi się: „Nie mam talentu, więc ponoszę porażkę”. Faktem jest, że istnieje przyczyna, wskutek której ludzie ponoszą porażkę, co jeszcze napędza tę myśl, że talent jest potrzebny. Takie osoby widzę na przykład, że kilka osób w szkole może nauczyć się języka, a one nie. Wtedy mówią: „Ok! Oni mają talent, a ja najwyraźniej nie, więc nie nauczę się języka!”.

Z czego więc wynika porażka? Jest tu kilka elementów, spośród których cztery są rzeczywiście istotne. Po pierwsze, zwłaszcza jeśli chodzi o szkołę, istotny jest brak chęci i uwagi. Jeśli obserwujecie lekcje w szkolę zauważycie, że bardzo często na tym, co mówi nauczyciel, skupia się zaledwie kilka osób, reszta jest skupiona na czymś innym, np. rozmawia, myśli o niebieskich migdałach, wygląda przez okno, robi cokolwiek innego itd. Pamiętamy, że Josh Kaufman powiedział wyraźnie: to musi być 20 godzin skupionej, przemyślanej praktyki. Czyli pracy w ćwiczeniu, w skupieniu. Jest to bardzo ważna rzecz: brak skupienia na tym, co robimy, od razu będzie przyczyną porażki. Co istotne w przypadku szkoły – nie ma tam skupienia ani praktyki. W szkole często przyjęty jest jeszcze XIX-wieczny sposób nauczania, w którym nauczyciel mówi, a uczniowie słuchają. W przypadku nauki języka obcego to nie wystarczy. Musimy ćwiczyć mówienie, więc samo słuchanie jest niewystarczające. Czasami bywa też tak, że pojedyncze osoby ćwiczą, starając się coś mówić, a większość jest bardzo bierna, w ogóle się nie odzywa, nie jest skupiona, więc nawet jeśli uczy się języka kilka lat, nie będzie mieć tych 20 godzin praktyki w skupieniu. Nie będzie mieć takiej praktyki przeprowadzonej w zorganizowany i przemyślany sposób.

Dobra i zła metoda nauki

Przemyślany sposób praktyki to kolejny problem do rozważenia. Chodzi tu o złą metodę nauki. Weźmy np. słynną naukę słówek. Wszyscy wiemy, że ta metoda nie działa. Wszyscy to robią, bo wydaje im się, że tak należy robić: „Wszyscy uczą się słówek, więc i ja muszę uczyć się słówek”. Jest to poszukiwanie bezpieczeństwa – skoro wszyscy tak robią, ja też tak robię, nie będę ryzykował czegoś innego. Będę dalej uczyć się słówek. Ale oczywiście, jeśli uczymy się samych słów, wkuwamy je na pamięć itd., nie będziemy mieć wyników. Będziemy może mistrzami wkuwania słówek, ale nie w mówieniu, rozumieniu ze słuchu, czytaniu, pisaniu. Nie poradzimy sobie z żadną z tych innych umiejętności. Bardzo często ludzie, którzy nie osiągają wyników wkuwając słówka, mówią: „W takim razie nie mam talentu!”.

Wkuwanie słówek jest proste, ale bezcelowe

Wkuwanie słówek jest ciągle obecne – w szkole czy w podręcznikach skupiających się tak naprawdę na listach słówek. Dlaczego? Ponieważ jest to najłatwiejsze. Najprościej jest dać uczniom 20 słówek i powiedzieć, by się ich nauczyli. Nie wymaga to wysiłku ze strony nauczyciela. Nie wymaga to wysiłku ze strony autora podręcznika. Najłatwiej jest po prostu wypisać słówka i kazać się ich nauczyć. A jednak nie o to chodzi.

Dobrze przemyśl swoje cele

Kolejna, trzecia już przyczyna porażki, to brak konkretnego celu – brak ustalenia, co będzie dla nas sukcesem. Kiedy możemy powiedzieć, że udało nam się. Ludzie bardzo często jako wyznacznik sukces traktują ustalenie, że chcą mówić jak obcokrajowcy. Oczywiście zajmie to, jak już wspomnieliśmy, 10 tyś. godzin. A więc tego sukcesu być może nigdy nie osiągną. Kiedy jednak zastanowimy się, co tak naprawdę chcemy osiągnąć, i jaki cel sobie obierzemy, na takim niższym stopniu, np. kiedy ustalimy: „będę chciał opowiedzieć o sobie w obcym języku” albo „będę chciał prowadzić krótką rozmowę” lub „przeczytam jakąś prostą książkę lub cokolwiek” – jeśli tak postąpimy, te miary sukcesu pozwolą nam cieszyć się tym zwycięstwem. Będzie nam dużo łatwiej je osiągnąć.

Nie wymagaj od siebie zbyt wiele. Bądź realistą.

Bardzo często ludzie, którym wydaje się, że nie mają talentu, osiągnęli już bardzo dużo. Pamiętam, jak znany nam wszystkim poliglota z Brazylii, Marlon Couto Ribeiro, z którym napisaliśmy książkę pt. „Więcej niż słówka”, występował w programie „Pytanie na śniadanie”. Marlon opowiadał o wrażeniach – z perspektywy Brazylijczyka – o jego postrzeganiu Polaków. Powiedział, że bardzo często widzi u Polaków niewiarę w siebie, zwłaszcza jeśli chodzi o naukę języków obcych. Przychodzą np. do szkoły czy na zajęcia z Marlonem i twierdzą, że zupełnie nie są w stanie się porozumiewać czy mówić w danym języku. Tymczasem okazuje się, że radzą sobie z tym całkiem dobrze. Czasami przyczyną jest to, że za cel postawili sobie mówienie biegłe, płynne, czy jak byśmy tego nie nazwali… a mogliby postawić sobie mniejsze cele, które łatwiej byłoby osiągnąć.

Jeśli więc przyjrzycie się sobie samym, zauważycie, jak często jesteście perfekcjonistami. Chcemy, żeby wszystko było doskonałe, żeby nie było żadnych błędów. Tak naprawdę to nie o to chodzi. Ważna jest umiejętność komunikowania się czy umiejętność rozmowy, o którą wcale nie jest tak trudno.

Bardzo często również brak wytrwałości, o którym już wspomnieliśmy i o którym pisał Daniel Coyle w „Kodzie talentu”, powiązany jest z brakiem wyników. Wydaje nam się, że nic jeszcze nie osiągnęliśmy, więc tracimy motywację. Gdybyśmy jednak inaczej zdefiniowali nasze cele, cały czas małymi kroczkami moglibyśmy osiągać i utrzymywać motywację na bardzo wysokim poziomie.

Praca domowa dla was wszystkich: Zastanówcie się, jaki jest wasz cel. Co chcecie osiągnąć, jeśli chodzi o dany język? Spróbujcie to rozbić na mniejsze cele.

Rola skupienia

Przejdźmy do ostatniej, czwartej przyczyny porażki. Jest nią brak skupienia z powodu „rozpraszaczy”. W szkole czasami nie jesteśmy skupieni, bo po prostu nam się nie chce, nie wiemy po co się uczymy języka, ktoś nam po prostu każe się go uczyć. Ale jeśli nawet jesteśmy poza szkołą, widzimy ludzi, którzy starają się uczyć języka, mają dużą motywację, ale nie mogą odnieść sukcesu, gdyż brakuje im tych 20 godzin skupionej, przemyślanej praktyki. Mają problem z rozpraszaczami. Czyli nie są w stanie znaleźć tych 20 godzin, bo co chwilę coś im wypada. Czasami jest to po prostu obawa przed tym, żeby zacząć. Np. będziemy odwlekali moment rozpoczęcia, szukając np. innego podręcznika albo wskazówek, zamiast zacząć po prostu działać. Czyli odwlekamy pewne rzeczy. Czasami rozprasza nas np. facebook bądź wydarzenia z naszego życia, które się pojawiają. Bardzo często dzieje się tak, gdy nasze życie jest zupełnie niezaplanowane. Kiedy nie wiemy dokładnie, co będziemy robić każdego dnia. Kiedy nie wiemy, jakie są nasze kolejne i konkretne cele, które chcemy osiągnąć, czy zadania, które mamy wykonać. Brakuje nam tego. Nasze życie jest przypadkowe i bardzo często pojawiają się w nim pewne zdarzenia, które uniemożliwiają nam wykonanie tego, co naprawdę ważne. Musimy więc nauczyć się walczyć z rozpraszaczami.

Talent nie jest taki ważny!

Na koniec chciałbym jeszcze raz dodać, w oparciu o moją praktykę, że talent tak naprawdę nie jest istoty. Kiedy kilkanaście lat temu pracowałem w szkole, z perspektywy, którą mam dziś, dostrzegam, że nie byłem dobrym nauczycielem. Widzę, że metody, które stosowałem, były niewłaściwe. Wydawało mi się, że być może część uczniów nie ma talentu czy predyspozycji. Uczniowie pracowali ze mną i część z nich osiągała sukcesy, a większość nie do końca. Wydawało mi się, że jest to normalne. Że tak musi być. Nie ma innego wyjścia. Kiedy jednak sam zacząłem uczyć się o tym, w jaki sposób nasz mózg naprawdę poznaje języki, jak możemy nauczyć się języka samodzielnie lub na kursach – zauważyłem, że talent nie odgrywa tak dużej roli. Dopiero w mojej późniejszej praktyce uczenia innych ludzi dostrzegłem, jak ważna jest zmiana podejścia do nauki czy obranie właściwej metody.

Mój innowacyjny kurs hiszpańskiego. Jak dobrze wykorzystać czas

Sam mógłbym powiedzieć: „Ok. Jestem pasjonatem języków obcych. Nauczyłem się wielu języków. Czy jednak jest to powtarzalne?” Aby przytoczyć dowód na to, że jest to faktycznie możliwe, wspomnę, że jakiś czas temu (pewnie o tym słyszeliście, zamieściłem bowiem informacje na facebooku oraz na stronie) zorganizowałem kurs języka hiszpańskiego.

Kurs był zupełnie za darmo, dla ochotników. Zgłosiło się ok. 20 osób, z których wybraliśmy siedmiu. I byli to ludzie, którzy albo nie uczyli się tego języka w ogóle, albo uczyli się dawno temu i nigdy nie mieli okazji go używać. Sami mówili, że nie byli w stanie wcześniej w nim rozmawiać. Nawet jeśli wiele lat temu uczyli się go w szkole. Pojawiły się też osoby, które próbowały uczyć się same, ale nie były w stanie nic powiedzieć w tym języku. Znały może kilka słówek w rezultacie tej nauki. Celem tego kursu było pokazanie, jak wiele można się nauczyć, jeśli jesteśmy rzeczywiście skupieni. Zorganizowałem ten kurs, ponieważ moim celem było zmotywowanie ludzi i ćwiczenie przez cały czas. Wracając do wspomnianych 20 godzin – tutaj mieliśmy dużo mniej; było do dyspozycji może 10 godzin w ciągu dwóch dni, odliczając wszystkie przerwy itd. A więc było bardzo mało czasu. Jak się jednak okazało, przez te 10 godzin udało się dokonać bardzo dużo.

Jak przebiegło szkolenie

Grupa była dość duża. Siedem osób w grupie to nierzadko maksimum, które stosują szkoły językowe. Jaki był efekt tego kursu? Na koniec tego szkolenia każdy z uczestników mógł przygotować krótkie wystąpienie na swój temat. Czyli powiedzieć kilka słów o sobie, gdzie mieszka, skąd jest, a także opowiedzieć o tym, dlaczego uczy się hiszpańskiego, co pragnie zobaczyć w Hiszpanii, co zrobić, itd. A więc zadanie dotyczyło tego, co ludzie są w stanie zrobić zwykle po dłuższym czasie. I tak naprawdę, gdy spojrzymy na definicję tych poziom zaawansowania, jest to przynajmniej poziom A1: opowiedzenie o prostych rzeczach i możliwość porozumienia się w bardzo krótkich rozmowach. Dodam jeszcze, że w ogóle nie uczyliśmy się słówek. Nie było żadnych list słówek itd. Innym, bardzo fajnym ćwiczeniem, które wykonaliśmy po czterech godzinach (a więc mniej więcej w połowie pierwszego dnia) polegało na tym, że poprosiłem wszystkich uczestników, by napisali na karteczkach typu post-it, zapamiętane przez nich słówka i powiesili je na ścianie. Zorganizowaliśmy takie małe zawody, podzieliwszy uczestników na dwie grupy. Sprawdzaliśmy, która grupa jest w stanie wypisać więcej słówek. Dawaliśmy punkty za wypisanie słówek, które były na zajęciach, ale były ujemne punkty, jeśli np. ktoś napisał słówko, jakiego nie było, a które może poznał wcześniej. Chodziło o to, żeby skupić się wyłącznie na tym, co przerabialiśmy.

W rezultacie uczestnicy byli zszokowani, bo tych słówek okazało się bardzo dużo. Było ich ok. 50-ciu, które obie grupy mogły sobie przypomnieć i wypisać. Wbrew pozorom jest to bardo wiele, zwłaszcza, że w czasie jednej z przerw w rozmowie ktoś stwierdził, że maksymalnie można nauczyć się ok. 10 jednego dnia. Tymczasem po kilku godzinach nie tylko nauczyliśmy się tych słówek, ale też byliśmy ich w stanie używać.

Wspomnę jeszcze ciekawostkę: Marlon zapytał mnie później, co zrobiliśmy z tymi karteczkami po ćwiczeniu. Powiedziałem, że po wypisaniu na tych karteczkach słówek uczestnicy musieli je zjeść – w ten sposób łatwiej je zapamiętywali . Ale mogę tutaj zdradzić, że ta metoda zupełnie inaczej wyglądała i od razu informuję Marlona, by nie próbował tak robić ze swoimi uczniami, gdyż jedzenie karteczek nie działa .

Nie talent decyduje o efektach…

Wniosek jest taki, że to nie talent decyduje o tym, czy jesteśmy w stanie się nauczyć języka, ale skupienie, uwaga, jakie należy zastosować w czasie tych 20 godzin, a także stosowanie właściwej metody, gdy wiemy dokładnie czego mamy się uczyć, jak i w jakiej kolejności. Co ważne, samo szkolenie trwało ok. 10 godzin, ale jego przygotowanie zajęło dwa razy tyle, a może i więcej. W efekcie każda minuta kursu była zaplanowana. Odpowiednie planowanie, przygotowanie, też pozwala osiągnąć lepsze rezultaty. To 20 godzin to faktycznie 20 godzin poświęcone na ćwiczenie umiejętności. A więc mogę tu jeszcze raz nawiązać do tego, co pisała ta pani w komentarzu wspomnianym na początku, jakoby talent był potrzebny do nauki języków. Ze swojej perspektywy mogę powiedzieć, że gdy pracowałem jako nauczyciel, też mi się tak wydawało. Kiedy jednak zacząłem stosować zupełnie inne metody nauki, zacząłem analizować i sprawdzać, jak to wszystko działa; co się sprawdza, a co nie… w rezultacie jestem w stanie powiedzieć, że talent nie ma nic do rzeczy. Ważne jest to, by wykonywać pewną czynność w odpowiedni sposób. Uczyć się, stosując sensowną metodę. Robić to tak, aby skupiać się na tym zadaniu. Wreszcie – być wytrwałym. Wytrwałość przez 20 godzin wcale nie jest taka trudna.

Jeśli interesuje was temat stosowania różnych technik czy sztuczek, już niedługo będziecie mogli dowiedzieć się o tym więcej, gdyż tworzę właśnie darmowy kurs mailowy i będę w nim dokładnie wyjaśniał, jakie metody i techniki sam stosowałem w czasie tego kursu języka hiszpańskiego. Będziecie mogli zastosować je w waszej codziennej praktyce, w samodzielnej nauce lub w szkole. Będzie to coś, co na pewno wam pomoże. Czekajcie, niedługo będzie więcej informacji.

Pamiętajcie, że talent nie jest tak naprawdę ważny. Ważne jest to, żeby pracować. Pracować w mądry sposób. Jeżeli będziemy to robić, zdołamy nauczyć się przynajmniej 1 – 2 języków obcych. A gdy nauczycie się 1 czy 2-óch, zobaczycie, jak jest to łatwe i pewnie zechcecie opanować kolejne, czego wam zresztą życzę.

Dziękuję wam za uwagę. Mam nadzieję, że przekonałem was do tego, że nie ma rzeczy niemożliwych i każdy jest w stanie nauczyć się języka, jeśli tylko wie, czego dokładnie chce i jak się za to zabrać.

Dziękuję i zapraszam was na kolejne odcinki podcastu. Będzie bardzo ciekawie. W kolejnym odcinku będziemy rozmawiać o językach azjatyckich. Moim gościem będzie wspomniany Marlon Couto Ribeiro, który zna tych języków chyba kilkadziesiąt, a przynajmniej tylu się uczył . Porozmawiamy o tym, jak się ich uczyć, jakie są trudności, kłopoty. Podpytamy się także o sposoby nauki języków Marlona i dzięki czemu jest w stanie nauczyć się ich dużo skuteczniej.

Zapraszam na kolejny odcinek podcastu i jeszcze raz bardzo dziękuję.

O autorze Konrad Jerzak vel Dobosz

Autor książki "Sekrety poliglotów", poliglota, uczestnik programu "The Brain - Genialny umysł", w którym był testowany ze znajomości 14 języków obcych; jeden z organizatorów warsztatów językowych odbywających się od 2014 r. w Polsce.

>